FANDOM



Koza, pierścień i śmierć.



W niewielkiej wiosce mieszkali dwaj bracia, Raschid i Serebendi. Ich ojciec nie był bogaty i zostawił im tylko skrawek ziemi obsadzony daktylowymi palmami, równo podzielony na dwie części i jedną starą kozę. Starszy brat umiał uprawiać daktyle, a młodszy potrafił je z zyskiem sprzedawać. Jak długo żył ich ojciec pracowali razem dzieląc równo zarobek, po jego śmierci jednak bardzo szybko pokłócili się, podburzani przez swoje zazdrosne żony. Żona starszego uważała że to jej mąż powinien odziedziczyć całą ziemię, ze względu na swoje starszeństwo. Żona młodszego zaś twierdziła, że to jej mężowi należy się wszystko, to on bowiem opiekował się starym ojcem i tym zasłużył sobie na nagrodę. Szybko podzielili ojcowski dom na dwie części, zamurowali przejścia i postanowili zapomnieć o wszystkich łączących ich więzach. Problem stanowiła tylko wspólna koza, której nie mogli podzielić na pół, a z której usług obie rodziny chciały korzystać. Postanowili zatem, że w dni parzyste koza będzie należeć do rodziny Raschida a w nieparzyste do rodziny Serebendiego. Na koniec każdego dnia, właściciel kozy miał odprowadzić ją do ostatniej palmy na polu, ukrytej za niską skałką i przywiązać do ustawionego tam żłobu. Następnego ranka nowy właściciel kozy odwiązywał ja, sprowadzał do swojego gospodarstwa i cieszył się wszystkim jej dobrodziejstwami aż do wieczora, kiedy to znowu musiał odprowadzić kozę za skałę by przekazać ją bratu. W ten sposób mijały dni, bracia nie widywali się już wcale, a obie żony co wieczór rozpaczały nad nieszczęściem jakim było ożenienie się z tak spolegliwym mężem, godzącym się na to by ktoś odbierał ich dzieciom kozie mleko które im się słusznie należy.

Braciom szybko udzieliła się niechęć ich żon, i mimo tego że początkowo nie czuli do siebie urazy, zaczęli z czasem uważać się nawzajem za największych wrogów i źródło wszelkich nieszczęść, zwłaszcza że jednemu nie udawało się już zbierać tak obfitych plonów, a drugiemu sprzedawać ich z dobrym zyskiem. Na złość wykorzystywali kozę jak tylko mogli, licząc na to że następnego dnia będzie zbyt zmęczona by służyć swojemu nowemu Panu. Ponieważ jednak oboje wpadli na ten sam pomysł, koza mizerniała i chudła w oczach.

- Nie powinieneś pozwolić temu szubrawcy tak zamęczać naszej kozy! - mówiła do Raschida jego żona.- Już dawno powinniśmy pójść ze skargą do Wezyra! Przecież to zaszkodzi moim dzieciom!

- Wezyr powinien się dowiedzieć o tym, jak jesteśmy oszukiwani, jak tracą na tym moje dzieci! – mówiła do Serebendiego jego żona – dlaczego jeszcze nie udałeś się z tym do Pałacu?

I tak, namawiany przez swoją zazdrosną żonę Raschid postanowił udać się na skargę i zażądać przyznania mu całości schedy po ojcu. W dniu kiedy koza miała być własnością Serebendiego udał się w drogę do stolicy, a że nie miał ani osła ani wielbłąda droga zajęła mu cały dzień. Nazajutrz, jakże zdziwił się, widząc w pałacowej poczekalni swojego brata, Serebendiego. Zapomniał na chwilę o wszystkich urazach jakie do niego żywił i zapytał:

- Co ty tu robisz bracie, czyżbyś przyjechał złożyć na mnie skargę?

- Oczywiście – odparł z gniewem tamten, nie dość ci było zamęczać moją kozę, musiałeś ją sobie w końcu ukraść, żeby mieć ją tylko dla siebie! A może zamęczyłeś ją na śmierć? Przyznaj się lepiej!

Raschid, nic nie rozumiejąc z tego co mówił jego brat wykrzyknął:

- Ależ o czym ty mówisz! Przecież kiedy wyjeżdżałem to był twój dzień, jeden z tych strasznych dni dla mojej biednej kozy! Wieczorem przywiązałem ją jak zwykle do skały i wczoraj cały dzień musiała zajmować się nią twoja żona, a teraz, jeśli Bóg jest miłosierny jest już z powrotem na swoim miejscu gdzie odpoczywa po tym co musiała przejść u ciebie.. Jeśli po powrocie jej nie zastanę to złożę jeszcze jedną skargę..

- To ja złożę skargę – przerwał mu Serebendi, na to, żeś ukradł kozę i złamał umowę, a nadto na to że mi należy się cała scheda po ojcu!

W tym momencie Serebendi został wezwany przed oblicze wielkiego Wezyra który sądził dziś występki poddanych sułtana. Po chwili wyszedł z sali i nie patrząc na brata usiadł na stołku. Po nim został wezwany Raschid.

Wielki Wezyr siedział za długim stołem w pięknej purpurowej szacie. Na jego głowie znajdował się turban z rubinową spinką, a na warkocze jego brody naplecione były wielkie jak pestka daktyla perły. Po lewej stronie Wezyra stał kat uzbrojony w wielką szable, gotowy do wykonania wyroku, a po prawej siedział sekretarz przed którym leżały zwoje papirusu. Na wezwanie sekretarza Raschid padł na kolana i zaczął opowiadać:

- Przybywam złożyć skargę na mojego brata, Serebendiego, który dopiero co miał zaszczyt klęczeć tak jak ja klęczę teraz przed obliczem Wielkiego Wezyra. Brat mój odebrał mi połowę schedy po moim ojcu i nadużywa mojej kozy, każąc co drugi dzień przyprowadzać ją sobie by mógł korzystać z jej dobrodziejstw, z jej wymion i z jej mleka. To ja powinienem dostać całą ziemię i być wyłącznym właścicielem kozy, jako że jestem pierworodnym synem ibn- Haliego, naszego ojca.

Wielki Wezyr szepnął coś do sekretarza, który zakrzyknął:

- Wprowadzić, Serebendiego, hodowcę daktyli i właściciela kozy, brata Rashida i syna ibn-Haliego!

Po czym do sali wszedł Rashid i ukląkł obok brata.

Wezyr podniósł ręce w górę i przemówił dostojnym głosem:

- W imieniu Sułtana Sułtanów ogłaszam wyrok: Rashidowi należy się cała ziemia i wyłączne korzystanie z kozy z tytułu jego starszeństwa i z mocy prawa ziemskiego. Serebendiemu zaś należy się cała ziemia i wyłączne korzystanie z kozy z tytułu jego zasług wobec ibn-Haliego i z mocy prawa boskiego. Ogłaszam zatem, że ziemia winna być podzielona po równo, a koza w dni parzyste winna być oddana do użytku Rashida, a w nieparzyste Serebendiego. Ponieważ Serebendi zarzuca bratu kradzież kozy, jutro zostanie wysłany sędzia który sprawdzi czy zarzut odpowiada prawdzie.

Po tych słowach bracia zostali wyprowadzeni w sali i odesłani do domu, gdzie mieli oczekiwać przybycia urzędnika mającego zbadać kradzież kozy.

Kłócili się całą drogę powrotną, a że trakt do ich wsi był tylko jeden, nie mieli jak się unikać. Dotarłszy na miejsce, zobaczyli swoje żony kłócące się przed ich chatą. Te, gdy tylko ich ujrzały wykrzyknęły:

- Mężu, mężu, skradli nam kozę! I pogrążyły się w lamentach.

Nazajutrz rano przybył ze stolicy sułtański urzędnik. Ponieważ zwaśnione rodziny oskarżały się wzajemnie, sędzia zarządził przeszukanie obu połówek domu, w żadnej jednak nie udało się odnaleźć kozy. Wszyscy udali się zatem za skałę, gdzie znajdował się kozi żłób. Urzędnik rozejrzał się dookoła i powiedział:

- W istocie, nigdzie nie widzę waszej kozy. Ale powiedzcie mi, czy na końcu jej postronka zawsze przywiązywaliście ten pierścień? I mówiąc to wskazał na koniec sznura do którego wiązana była koza, na końcu którego lśnił teraz piękny złoty pierścień. Obie żony rzuciły się natychmiast by złapać błyskotkę, jednak urzędnik sułtański kazał swoim sługą zatrzymać je i przynieść pierścień.

Z bliska okazało się, że pierścień jest niezwykły, gdyż właściwie były to dwa pierścienie połączone jednym, wielkim jak oko wielbłąda rubinem. Obejrzawszy znalezisko, urzędnik sułtański przemówił w te słowa:

- Ponieważ zamiast kozy macie teraz pierścień, podtrzymuję wyrok Sułtana Sułtanów: niech w parzyste dni pierścień będzie własnością Raschida, a w nieparzyste Serebendiego. To rzekłszy odjechał, pozostawiając obie rodziny w rozpaczy.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki