FANDOM



Wróciłam do domu. Skonana. Zaraz przy wejściu rzuciłam płaszcz (nie trafiłam w wieszak), w holu rzuciłam torebkę (trafiłam... w podłogę), przechodząc przez kuchnię zrzuciłam termos z szafki ,kiedy jedną ręką próbowałam zrzucić buty a drugą zrobić sobie szybką kanapkę z serem i kiełkami... W końcu rzuciłam się na fotel i z butem w jednej a kanapką serowo-kiełkową w drugiej znalazłam się przed monitorem komputera. Przed Allegro. Nie. Nie jestem uzależniona. Ani od komputera, ani od zakupów, ani od internetu... Mogłabym, gdybym chciała, poczytać teraz książkę, obejrzeć teleturniej, w którym przylizany pan proponuje bramkę numer dwa zamiast kota w worku, wpaść na chwilkę do Moniki..ale.. ale za chwilę kończy się ta dziwna aukcja, u tego dziwnego gościa który podesłał mi futrzany list miłosny. Aukcja dziwna, bo facet sprzedaje torebkę (damską!) od Prady, za śmieszne pieniądze a chętnych nie ma. Z tym futrem to jeszcze rozumiem, tylko ja mogłam być taka zachłanna żeby kupić futro w połowie czerwca, ale torebka.. dziwne. Gość myśli pewnie, że sprzedaje byle co. Zresztą za futro też nie chciał zbyt wiele..

-No! Mówię sobie. Więcej to za tą Pradę nie dam, niech sobie nie myśli, może mnie nikt nie przebije. Pewnie one wszystkie wiedzą coś czego ja nie wiem, na przykład że nikt już takich nie nosi, że Prada robi torebki ze skóry małych misiów koala albo że kabała zabrania u nich kupować. A teraz lecę do Moniki, tylko wezmę torebkę i założę kanapki z serem i kiełkami, bo Monika wie coś podobno co musi mi koniecznie powiedzieć. Nie powiedziała co. Coś interesującego i internetowego. Boże, tylko żeby nie powiedziała mi że ta piękna Prada to obciach..

Muszę się śpieszyć bo Monika ma wieczorem lot. Do ciepłych krajów. Z ukochanym. Z ukochanym którego poznała w liceum i z którym ciągle jest! Dlaczego ja nie mam ukochanego z liceum? Z podstawówki? Z przedszkola? Ale nie, ten z przedszkola, spotkałam go ostatnio na jakimś bankiecie, wyrósł na strasznego bubka, sprzedaje chińczykom nakrętki do słoików które produkują dla niego Francuzi z rosyjskich materiałów, albo jakoś tak, podobno ma helikopter i na pewno ma (widziałam!) lalkowatą blond-żonę która nie potrafi tych nakrętek i słoików obsłużyć. Szkoda, że świat nie został tak zaprojektowany żeby handlujące słoikami bubki trafiały zawsze do nierozgarniętych zołz, a te zołzy do owych handlarzy słoikami. Świat były sprawiedliwy i szczęśliwy, wszyscy pasowali by do siebie jak połówki jabłka..Zaraz, zaraz, a na kogo ja bym trafiała? Na siebie samą? Na nikogo? Na bubków którzy nie potrafią nawet handlować słoikami? Ha, może na handlarzy z Allegro...

Odkładam niedogryzioną kanapkę z serem i kiełkami (właściwie to z kiełkami, ser cały zjadłam), mogę to robić tylko jedną ręką, gdyż drugą zakładam buta (prawie przewracam się o jakiś cholerny termos), biorę z holu torebkę (niestety, jeszcze nie od Prady), podnoszę płaszcz, postanawiam odwiesić go na wieszak (jest czerwiec) po chwili dochodzę do wniosku, że skoro jest czerwiec to może już czas do szafy, w połowie drogi przypominam sobie, że Monika ma zaraz samolot, rzucam płaszcz w drzwiach, rzucam się do drzwi i już za chwilę jestem w moim ukochanym tramwaju.

Kocham mój zatłoczony, stary, śmierdzący tramwaj! Wcale nie potrzebuję tu nowiutkiego metra, o nie! Przecież w metrze nie można otworzyć okien.. za to w moim tramwaju można...tylko, że nie można ich później zamknąć. W metrze nie można wysłuchać ciekawych rozmów innych pasażerów bo dojeżdża do centrum w 5 minut.. za to w tramwaju, nasłuchać się można do woli!

Ale nie słucham. Myślę o tym co też powie mi Monika.. no i zazdroszczę wyjazdu. I ukochanego, z liceum. To musiało być liceum! Nie to co u mnie, same miernoty, żadnych prawdziwych mężczyzn. Za to przedszkole, przedszkole to było coś, ludzie stamtąd mają teraz wielkie międzynarodowe biznesy...

Wysiadam przy sklepie spożywczym „Ala” na Ursynowie. Do Moniki już tylko 5 minut. Pukam. Wchodzę.

- Cześć!! fajnie że jesteś, nie pomogłabyś mi się spakować? - krzyczy z sypialni Monika.

Przejmuje mnie zgroza. 5 walizek (wszystkie Moniki) otwartych. 10, albo i więcej szaf, też Moniki i też otwartych. Ukradkiem lustruje szafy w poszukiwaniu torebki od Prady nie ma. Zły znak.

- No.. wiesz, z chęcią, a gdzie właściwie jedziecie? Hiszpania?- pytam z nadzieją.

- Coś ty, tam już byliśmy...w tym roku Fidżi! - odpowiada ze śmiechem Monika. Nieźle, co?

- Aha, Fidżi..-odpowiadam. To tam właściwie nie musisz brać żadnych ubrań...

- Nie wygłupiaj się! Aha, słuchaj, co ja ci miałam powiedzieć..

- No właśnie, coś interesującego? - pytam tonem idealnie obojętnym.

- I to jak! Rozpracowałam twojego tajemniczego futrzanego amanta!

- No! Tylko nie „twojego”! I... co wiesz? -dopytuję, jak gdyby nigdy nic.

- No, wiesz, to może być zbieg okoliczności, ale mam taką koleżankę, nazywa się Maryla, Maryla Mosioł, ona miała kiedyś takiego faceta wiesz – widzę że zapowiada się na dłuższą historię, bo Monika siada na niedomykającej się walizie i wyciąga papierosa. Wiesz, taki super był podobno, chodziła jak oczadziała, on kwiaty, kolacji, randki, dzwonił codziennie...

-I...?

-no i nic. Wystawił ją. I zostawił! Poszedł do innej, to znaczy poszedł do innej zanim ją zostawił, to znaczy ona go zostawiła jak się dowiedziała, że był z inną. A on najmniejszych wyrzutów, nic! Jakby nic między nimi nie zaszło! A co jej obiecywał! Cuda, wianki, wycieczki na Fidżi..

- No co ty, to na pewno ten sam? Nazwisko charakterystyczne, imię niby też ale... - nie dowierzam, w końcu w Warszawie dwa miliony a w aglomeracji jeszcze dwa...

- Na pewno ten sam, ilu znasz Hieronimów, i jeszcze z takim nazwiskiem? -pyta Monika tonem jakby prawdą najoczywistszą było że od czasów św. Hieronima nikt oprócz jednej osoby nie nosił tego imienia.

- No faktycznie, nie ładnie się zachował,mógł jej coś powiedzieć, ale ostatecznie ma się prawo facet odkochać..

- A ma, ma! Ale raz, dwa razy, a on się chyba odkochał więcej razy niż się zakochał!

- Jak to, to więcej twoich koleżanek miało z nim romans? - pytam.

- Nie, ale Maryla, wiesz, jak ją zostawił, to znaczy jak ona go zostawiła, wiesz zrobiła takie śledztwo. To się jakoś nazywa, „kompleks białego konia” czy jakoś tak. Śledziła, węszyła, szukała i uspokoiła się dopiero jak dowiedziała się że z gościa jest największa szuja i nic niewarty pseudo-mężczyzna.

- No co jeszcze robił oprócz odkochiwania się? Napadał staruszki i mieszkał u mamusi? -pytam.

- Co jeszcze!- krzyczy oburzona Monika. Jakby to nie wystarczało, żeby zasłużył na kastracje i 20 lat ciężkich robót! Maryla twierdzi, że on ma takie hobby. Kobiety. Wiesz, kolekcjonuje, a najbardziej lubi mieć kilka naraz. To go najbardziej podnieca. Podobno jego rekord to pięć naraz! Wyobrażasz sobie? Wszystkie pięć powinno spotkać go w ciemnej uliczce..

- No to faktycznie... – odpowiadam spokojnie, choć też nie lubię takich drani. Ale...

- Ale to nie koniec..- przerywa Monika – Maryla ma do ciebie w związku z całą tą sprawą futra prośbę i ja też zresztą, jako jej przyjaciółka...

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki